środa, 11 kwietnia 2012

Pogańskie gody

Tenhi dzisiaj mi towarzyszy w pisaniu pracy mgr, przy obiadowym smażeniu kotletów z filetów kurczęcych. Istny poganizm. 
Ale nie o jedzeniu chciałam pisać. Raczej o tej naturalnej tęsknocie za czasami minionymi, która rozbrzmiewa w muzyce panów z Tenhi. Epickie, pogańskie, wprost z głębi skandynawskiego lasu dźwięki rozszarpujące żyły szybszym pędem krwi. Coś z pogranicza modlitwy, bredni, majaczenia. Porywające, duszne, erotyczne na swój sposób.
Zespół ten zawsze budzi skojarzenia z niekończącą się zimą lub latem. Mówione, szeptane językiem, którego nie rozumiem, a jednak mam poczucie, że go znam, gdzieś wewnętrznie. Tenhi to nie tylko bębny, wprowadzające w stan euforii aż do transu. Tym z Was, którym nie obca jest medytacja, wiedzą, że taka muzyka doskonale nadaje się do rytuałów prowadzących do poznania siebie. 
Uwielbiam w nich ten posmak surowej ziemi, wiatru, suszonych na wietrze słów, słonych od morza. Zanurzmy się w otchłań pogańskich wierzeń, tak jak Natura nam wskazywała od wieków.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz