O tak! Weekend był iście koncertowy. Z moim T. przemierzyliśmy mile świetlne [sic!] po występach takich czołowych rozpieprzaczy mózgu jak: Ozzie, KoRn i M.M.
Ten ostatni wbił nas w pośrupaną podłogę. Kunszt teatru groteski i obrzydlistwa w postaci dupy pana Marylina Mansona, do tego darcie szczęki i oczywiście muzyka.
Dało kopa.
Toteż dzielę się. Krótko, acz treściwie :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz